Wyspa – część I

Młody łowca długów zapędza się w poszukiwaniu dłużnika cesarskich magnatów aż na odległą wyspę skazańców. Okazuje się jednak, że odnalezienie człowieka, na którego dług poluje, nie jest tak proste jak się wydaje. Nieprzyjazna wyspa pełna zesłanych bandytów i skorumpowanych strażników skrywa bowiem więcej tajemnic niż niedoświadczony bohater może przypuszczać. Nie ma on jednak wyboru i musi odnaleźć dawno nie widzianego dłużnika.

Akt pierwszy – Przybysz

Lekka mgiełka fajkowego dymu przysłaniała obskurne wnętrze przyportowego szynku. Przytlone pochodnie dawały jedynie tyle światła aby można było dojrzeć karczmarza rozdającego stare, zardzewiałe kubki z wódką tym, którzy mieli czym za nie zapłacić. Przez zamknięte okiennice słychać było tnący deszcz uderzający w ściany szynku. Był mokry i ponury wieczór. W półmroku przy drewnianych ławach kłębiły się grupy skazańców zażywających tutejszych nędznych trunków i jeszcze gorszego ziela. W czasie szarych i brudnych, zimowych dni była to jedyna rozrywka na jaką mogli sobie pozwolić na tej zapyziałej wyspie. W nieco jaśniejszej części izby przy stole z solidnego drewna siedziało paru strażników popijających coś nieco lepszego niż rozcieńczona gorzałka. Oni zawsze dostawali osobny przydział, choć ostatnimi czasy było o to coraz trudniej. W przeciwległym końcu oberży, w jej najciemniejszym miejscu przy ledwo stojącej ławie, siedział niemal niewidoczny mężczyzna o ciemnej karnacji z czarną opaską na czole. Jego skóra wskazywała, że musi on pochodzić z dalekich stepów Keryny. Taka karnacja nie jest jednak tu czymś niezwykłym. Tu w kolonii jest wielu takich jak on, wśród tych wszystkich wyjętych spod prawa rzezimieszków, zesłanych za swoje zbrodnie przeciwko cesarstwu. Keryńczyk ten różnił się jednak od całej hałastry wypełniającej oberżę. Był o wiele za cichy i spokojny, ponadto zdawał się na coś czekać wpatrzony w wejściowe drzwi. Jego oczekiwanie nie poszło na marne, bo właśnie w tamtej chwili drzwi otwarły się ze zgrzytem wpuszczając wraz z tym kto je otworzył nieco świeżego powietrza, które podsyciło niemal gasnące już pochodnie i oświetliło tym samym wnętrze.

Tym, który wszedł okazał się młody mężczyzna, ledwo co obrosły wąsem, którego ubiór wskazywał, że musiał on dopiero co wylądować na wyspie. Wyglądał nadto za schludnie. Ponadto wprawne oko mogło zauważyć na jego palcu sygnet cesarskich poborców, zwanych tutaj pieńiążkami. Nie zwrócił jednak na siebie powszechnej uwagi. Tylko ten i ów spojrzał spode łba wracając zaraz powrotem do swoich spraw. Po chwili wahania mężczyzna ów skierował się prosto ku szynkarzowi. Po pokazaniu sygnetu i kilku wymienionych zdaniach ten ostatni znikną w niskich drzwiach prowadzących na piętro. Przybysz zmuszony najwyraźniej na coś czekać usiadł z widocznym niezadowoleniem przy ostatniej już wolnej ławie, wyciągając zza pazuchy manierkę wypełnioną zapewne jakimś szlachetnym napojem. Keryńczyk zdawał się być nim wcale nie zainteresowany, ale naprawdę śledził każdy jego ruch. Po chwili wstał ze swego miejsca i zbliżając się do przybysza odezwał się do niego:

– Nietypowe to dla cesarskich skarbników, aby zapuszczali się do takiej dziury jak ta.
– Jestem tu z ramienia cesarza i nie zwykłem zdradzać szczegółów swoich zleceń byle komu,– odrzekł sucho przybysz, próbując zignorować Keryńczyka.
– Ja też jestem tu z ramienia samego cesarza, wpakował mnie tu razem z tymi wszystkimi ciemnymi typkami na odsiadkę. Lepiej uważaj na to, co i komu mówisz. W tej kolonii prawo cesarza nie działa jak wszędzie.
Przybysz ze zdziwieniem spojrzał na zuchwałego skazańca, jednak wyraźnie spuścił z tonu.
– Jak już zdążyłeś zauważyć należę do Zenoru i mam tu pracę do wykonania. Mam nadzieję szybko ją załatwić, więc wolałbym żeby mi nie przeszkadzano.
– Pieniążek, co? Powiem ci jedno, chyba oszaleli wysyłając cię tutaj z nadzieją na znalezienie choćby złamanego grosza. Ale nie mi oceniać mądrość urzędników jego cesarskiej mości. Ale kto w ogóle na tym zapyziałym zadupiu mógłby być coś winien cesarzowi? Któryś ze strażników? Czy którykolwiek z tych półgłówków byłby w stanie zadłużyć się w samej stolicy?
– Wybacz, ale nie będę zdradzał szczegółów swojego zadania. Mam nadzieję wydostać się stąd jak najszybciej – odparł przybysz.
– Tak, tak… – odmruknął Keryńczyk i odwrócił głowę.
W tej chwili szynkarz wrócił i podchodząc do rozmawiających powiedział:
– Pani Lidia przyjmie cię na górze, chodź za mną.

Młody poborca wstał i ruszył za mężczyzną. Za drzwiami z tyłu szynku weszli na spróchniałe, drewniane schody prowadzące do małego pomieszczenia na piętrze. Gdy tam weszli, oczom przybysza ukazał się marny widok. Ledwo dało się to nazwać izbą. Niska, z małym okienkiem szeroka na tyle, żeby akurat mogło zmieścić się obskurne łóżko. Ściany i podłoga były niemal tak spróchniałe jak schody, po których wchodzili. Naprzeciw łóżka stał mały stolik, na którym migotała świeczka chciwie pochłaniając każdy powiew powietrza. Za tym to stolikiem siedziała młoda kobieta zajęta skrobaniem obdartym piórem po niemniej zniszczonym kawałku papieru. Jej złote włosy odbijały przygaszone światło świecy. Mimo półmroku jaki zalegał izbę, można było poznać, że była to kobieta o pięknej twarzy i żywych oczach. Przybysz zastanawiał się co tak młoda i urodziwa kobieta robi w tej zatęchłej dziurze. Zdawała się tu nie pasować. Z powodzeniem mogła by teraz lśnić na jednym z balów w cesarskim pałacu, ale tu przecież nie mogła liczyć na nic. Jej wdzięki musiały marnieć na zapomnianym przez gwiazdy odludziu. Podniosła lekko głowę obrzucając przelotnym spojrzeniem cesarskiego poborcę, po czym zwracając znów wzrok na kartkę, na której coś pisała, powiedziała:

– Wybacz, ale nie mam gdzie cię posadzić. Wnosząc po sygnecie i bucie z jaką pokazałeś go Leszkowi przybywasz zapewne po długi mojego męża. Niestety, muszę cię zmartwić, nie ma go już od kilku tygodni. Wyruszył w głąb wyspy i do tej pory nie wrócił. Ja po za tym co tu widzisz nie posiadam nic.
– Pani, twój mąż jest winien sporo gotówki wielu ważnym ludziom – odezwał się przybysz – Nie mogę tak po prostu przyjąć do wiadomości, że go nie ma i odejść. Dostałem zadanie do wykonania i muszę zobaczyć się z nim osobiście.
– Tak, znam prawo cesarstwa, ale jak mówiłam Wasyla nie ma. Możesz przeszukać całą karczmę ale go tu nie znajdziesz. Możesz na niego poczekać. Dam ci nawet pokój jeśli nie ugoszczą cię w strażnicy.
– Kiedy dokładnie pani twój mąż wyruszył i jaki miał w tym cel? – zapytał przybysz
– To było dwadzieścia, może dwadzieścia kilka dni temu. Tutaj nie liczymy czasu tak skrupulatnie jak w cesarskich urzędach. Słuchaj, Wasyl wiedział, że ma długi. Nasłuchał się jakichś opowieści o niezbadanych jaskiniach i starych grobowcach w głębi wyspy. Poszedł szukać szczęścia. Jednak jak do tej pory nie mam od niego żadnej wieści.
– Jeśli żyje, muszę z nim pomówić osobiście – odrzekł ponuro przybysz zatapiając się w myślach.
– Jak mówiłam nie jestem w stanie nic poradzić. Możesz przespać się w karczmie. Może za parę dni przyśle choć jakąś wiadomość.
– Był sam?
– Nie, mieli mu pomagać dwaj z tutejszych skazańców, bez ich pomocy mógłby mieć problemy ze swobodnym poruszaniem się po wyspie. To oni naopowiadali mu tych bredni. Mówiłam mu, że to głupi pomysł, ale nie słuchał. Dlaczego miałby słuchać się młodej, niedoświadczonej żony.
– Chcesz powiedzieć pani, że twój mąż współpracował ze skazańcami – z nieukrywanym wzburzeniem powiedział przybysz.
– Myślisz, że Wasyl stał się kryminalistą? Albo co gorsza idiotą? Że zbiry wywiodły go w pole i zamordowały jak świniaka. Widocznie nie znasz tutejszych stosunków. Jedyną głupią rzeczą było to, że uwierzył w istnienie jakichś skarbów. Żadnych skarbów nie ma, jeśli by kto mnie pytał.
Przybysz wyraźnie sie zadumał i po chwili odrzekł.
– Nie zostawił żadnych rzeczy, zapisków? Nie mówił gdzie dokładnie rusza?
– Nie, nic z tych rzeczy. Wspominał jedynie coś o lasach na zachodzie. To totalne odludzie. Nawet najbardziej znudzeni nie mają się po co tam zapuszczać, ale to niby tam miały się znajdować sekretnie ukryte pradawne krypty pełne złota. Ha! Teraz dopiero do mnie dociera jakie to było lekkomyślne, żeby pozwolić Wasylowi na coś takiego. Jeśli chcesz dowiedzieć sie czegoś więcej musisz niestety pomówić ze skazańcami, ja powiedziałam ci już wszystko co wiem.
– Mimo, że niewiele mi to dało dziękuje za rozmowę – odrzekł przybysz – Chętnie też skorzystam z noclegu.
– Pomów z Leszkiem on wskaże ci miejsce, w którym będziesz mógł się przespać – to powiedziawszy Lidia znów pochyliła się nad kartką.

Gdy poborca zszedł z powrotem na dół, w karczmie nadal panowała ta sama, przepojona zapachem dymu i wódki atmosfera. Karczmarz Leszek nalewał kolejne kubki wódki spragnionym. Keryńczyk natomiast siedział na miejscu, w którym go zostawił. Nie miał jeszcze ochoty na sen. Postanowił więc pomówić raz jeszcze z ogorzałym cudzoziemcem. Wziął kubek gorzałki, który ospale nalał mu Leszek, szynkarz, który gdziekolwiek indziej nie mógłby nadawać się do takiej roboty, i podszedł do stolika, który uprzednio zajmował. Usiadł w milczeniu przy Keryńczyku i rozejrzał się leniwie po pomieszczeniu, które śmiało nazywać się główną izbą. Ten ostatni zaś jak poprzednio, mimo, że tego nie zdradzał uważnie przyglądał się przybyszowi. Po chwili odezwał się jakby od niechcenia:
– Moim zdaniem Wasyla już nie ma.
– Co masz na myśli? – zapytał zdumiony poborca.
– Przepadł, zginął, dziobią go teraz ptaki. Oczywiście jeśli miał to szczęście żeby skonać na świeżym powietrzu – mówiąc to zaśmiał się ponuro.
– Dlaczego uważasz, że mnie to obchodzi?
– Ale ty jesteś naiwny chłopcze. Po tym jak poszedłeś na górę, nie trudno się domyślić, że to właśnie jego szukasz. Posłuchaj synku, ta wyspa nie bez powodu stała się miejscem zsyłki. Więcej tu okazji do skręcenia karku niż długów, które Zenor zdziera z obywateli.
– Jeśli nie wróci… – zaczął w zamyśleniu przybysz.
– Jeśli nie wróci, sam będziesz musiał go poszukać. Tak, może nie wyglądam, ale na prawie dłużniczym to akurat się znam. Jako pieniążek musisz dopaść wierzyciela osobiście, albo stwierdzić jego zgon również osobiście, choćbyś miał wykopywać go z grobu. Jeśli chcesz wypełnić zadanie musisz dorwać Wasyla żywego czy martwego.
– Tak, ale teraz widzę, że będę miał nie lada problem żeby tego dokonać…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *