Przypowieść o dolinie Hua (o ścieżce i cierniach)

Pewnego razu dwóch podróżników wybrało się do kraju słynącego z opowieści o pięknej dolinie Hua, która miała być jednym z najcudowniejszych miejsc na świecie. Byli ludzie, którzy twierdzili, że zdołali do niej dotrzeć, i że była to najpiękniejsza podróż ich życia. Było jednak także wielu, którym się to nie udało i mówiono, że dotarcie do doliny jest bardzo trudne. Przybysze często gubią się i błądzą nie mogąc jej odnaleźć. Wspomnianych podróżników jednak to nie zrażało i postanowili spróbować swoich sił.

Pierwszy z nich postanowił wyposażyć się we wszelkie możliwe zapasy i sprzęt, który mógłby być potrzebny do tak wyczerpującej wędrówki. Skrupulatnie zaplanował swoją podróż. Jeszcze zanim przybył do owego kraju wywiedział się wszystkiego na jego temat. Zasięgał rady największych podróżników. Gdy w końcu wylądował w stolicy spotkał się z najbardziej zapoznanymi z krajem przybyszami. Mówili oni, że droga do doliny jest bardzo ciężka i trzeba wiele poświęcić. Można jednak dotrzeć tam nawet w jeden dzień idąc pieszo, jeśli ruszy się z odpowiedniego miejsca. Podróżnik posłuchał zatem swoich doradców i zapytał, czy wskażą mu owe miejsce, z którego może ruszyć na poszukiwania doliny. Ci odpowiedzieli, że go tam zaprowadzą i wskażą nawet drogę, ale będzie musiał podróżować sam, gdyż nikomu nie chce się narażać na takie trudy.

Podróżnik zgodził się i gdy przybyli na miejsce, jeden z jego towarzyszy podarował mu mapę i powtórzył, że droga jest bardzo trudna, wyboista, i że trzeba mieć dużo siły, aby ją przebyć. Tubylcy ponoć mówią o jakimś skrócie, łatwiejszej ścieżce, ale to mit. Nikt nigdy jej nie znalazł. Ale jeśli włoży dużo wysiłku i zgodzi się na wyrzeczenia można dotrzeć do doliny do zachodu słońca.

Podróżnik pokrzepiony tą obietnicą ruszył we wskazanym kierunku będąc gotowym na wszelkie niedogodności. Z początku droga nie wydawała się być wymagająca, ale już po pół godzinie ubita ścieżka zniknęła, a zastąpiły ją kamienie obrośnięte cierniami. Podróżnik spojrzał na mapę i pomyślał, że to jest właśnie pierwsza z większych przeszkód jakie musi pokonać – „Dam radę, nic nie może być zbyt łatwe, jeśli chce się dojść do celu” – pomyślał w duchu i wszedł między ciernie trzymając się wyznaczonego kursu na kompasie. Nie minęło długo jak kolce zaczęły coraz bardziej szarpać jego ubranie, kamienie pod stopami stały się wyjątkowo śliskie i ostre. Podróżnik jednak szedł dzielnie trzymając się myśli o swoim celu. Ciernie nie ustępowały, darły jego kurtkę, a kamienie obijały buty – „Nie może być przecież za łatwo” – myślał. W końcu ciernie się przerzedziły i wyszedł na bardziej otwartą przestrzeń. Tym razem zobaczył jednak przed sobą rwący nurt rzeki, który musiał przebyć. Według mapy była to kolejna przeszkoda na jego drodze do doliny Hua. Podróżnik odsapnął trochę, rozejrzał się i z determinacją pomyślał – „Nie zatrzymam się teraz, przejdę i to” – i znów dodał – „Nikt nie mówił że będzie łatwo” – po czym zbliżył się do rzeki i przygotował do jej przepłynięcia. Wszedł do lodowatej i rwącej wody. Jego ciało przeszył chłód. Ledwo mógł utrzymać się na wodzie. Prąd rzeki był tak silny, że niemal go porwał. Jednak on dzielnie, dobywając wszystkich swoich sił, dostał się w końcu na drugi brzeg. Tam zobaczył kolejne ciernie, które musiał przejść, aby dostać się do doliny.

Pokrzepiony jednak myślą, o tym jak daleko już zaszedł, ruszył przed siebie. Ciernie tym razem dostawały się już pod jego kurkę, szarpały mu skórę. Buty niemal się rozwaliły na kamieniach, ale w końcu udało mu się po nich przejść. Teraz zobaczył przed sobą wzniesienie. Według mapy to była ostatnia przeszkoda po drodze do doliny. Podróżnik pomyślał w duchu – „Jestem już tak daleko, nie będzie łatwo, ale potem będzie już tylko lepiej” – rozpoczął więc mozolną wspinaczkę. Jego kurtka była oberwana, buty ledwo się trzymały, ale on z determinacją szedł w górę. Czuł się wyczerpany, jego ciało było poranione cierniami, ubranie w strzępach, ale z każdym krokiem był bliżej celu. Buty w końcu nie wytrzymały i się rozwaliły. Ale to już nie było ważne, bo doszedł właśnie na szczyt wzniesienia. Teraz do doliny powinna prowadzić prosta droga.

Podróżnik przystanął na chwilę, by złapać oddech. Rozejrzał się po wzniesieniu. Wtem spostrzegł siedzącego na kamieniu człowieka. Był on przeraźliwie wychudzony, niemal nie miał na sobie ubrania. Skóra brzucha prawie przylegała mu do kręgosłupa. Był jednak przytomny. Siedział na kamieniu w pozycji medytacyjnej z zamkniętymi oczami. Podróżnik pomyślał, że to musi być jakiś tubylec, który poddaje się jakimś tutejszym praktykom. Pomyślał, że może spróbuje z nim porozmawiać i dowiedzieć sie jak stąd najlepiej przejść do doliny Hua. Podszedł więc do niego i zagadał:

– Witaj, przepraszam – nie był pewny, czy tubylec go zrozumie. Ten jednak otworzył jedno oko, spojrzał na podróżnika i zapytał łamaną angielszczyzną:
– Co tu robi? Chce zostać ascetą?
– Nie, nie. Szukam doliny Hua. Dolina Hua – powiedział podróżnik akcentując nazwę.
– Dolina Hua? – ze zdziwieniem odparł tubylec – Dlaczego tu szuka dolina Hua? Dolina Hua daleko. Tu asceta. Chce zostać ascetą?
– Nie, przecież dolina tu musi być, tak wynika z mapy – podróżnik potrząsnął kawałkiem laminowanego papieru przed tubylcem. Ten jednak nie zwrócił na to uwagi i powiedział:
– Rozejrzy się, tu żadna dolina. Tu wzgórze. Rozejrzy się dookoła. Nigdzie nie widać Hua. Chce zostać ascetą?

Przerażony podróżnik Pobiegł najpierw na jeden skraj wzgórza, potem na drugi, trzeci i czwarty. Wszędzie widział tylko ścierniska pełne cierni. Zdał sobie sprawę, że musiał pomylić drogę, a właśnie zaczynało się zmierzchać. Będzie musiał spędzić noc na tym wzgórzu w towarzystwie tego dziwnego ascety.. Aby wrócić w jakieś przyjazne miejsce trzeba znowu przedzierać się przez ciernie. A on przecież ma już podartą kurtkę i rozwalone buty…

*

W tym samym czasie drugi z podróżników, który przybył do owego kraju również przygotowywał się do wędrówki w poszukiwaniu doliny Hua. Również spróbował wywiedzieć się wszystkiego na jej temat. Mówiono mu to samo co poprzedniemu, że droga do doliny jest bardzo ciężka i trudna i trzeba wiele poświęcić żeby ją przejść, tubylcy mówią o jakiejś ukrytej ścieżce, ale to mit. Drugiego z podróżników zaintrygowało jednak to ostatnie stwierdzenie. Postanowił spędzić więcej czasu z tubylcami i dowiedzieć się czegoś więcej. Początkowo nikt nie chciał mu mówić o dolinie. Pytani mieszkańcy kraju ignorowali w zupełności jakąkolwiek wzmiankę o dolinie jaką czynił podróżnik. Ten jednak postanowił, że dowie się czegoś więcej na temat plotek o ukrytym przejściu. W ten sposób spędził wiele dni asymilując sie z tubylcami, stopniowo zdobywając ich zaufanie.

Po kilku tygodniach gdy znów zapytał jednego z nich o dolinę Hua, ten odparł, że jeśli przybyszowi tak na tym zależy to może zaprowadzić go do człowieka, który poznał drogę do doliny, ale taką drogę, o której przybysze nie wiedzą, ale która jest pewna, jeśli tylko nie zboczy się z wyznaczonej ścieżki. Podróżnik podekscytowany poprosił o spotkanie z tym człowiekiem. Gdy w końcu go odwiedził i poprosił go o wskazanie drogi, ten z poufnością odpowiedział, że istnieje pewna droga, dawno udeptana, wcale nie ukryta. Mimo to dla wielu przybyszów jest niewidoczna. Dla nich bowiem przypomina jedną z wielu ścieżek. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się ona od innych. Ignorują ją, bo wydaje się zbyt prosta. Ten jednak kto usłucha dobrego przewodnika i pójdzie tą ścieżką nie zbaczając z niej, dojdzie do doliny Hua.

Tubylec zaprowadził zatem podróżnika na pewne miejsce na skraju zagajnika, w którego głąb wijąco podążała dróżka. Powiedział wskazując na nią – Jeśli pójdziesz tą ścieżką, dojdziesz do doliny, jest ona dawno udeptana, nie zbaczaj z niej, nie szukaj innej drogi, wystarczy, że będziesz szedł tym udeptanym szlakiem.

Podróżnik podziękował tubylcowi i skierował się we wskazaną stronę. Pod jego nogami ścieżka wyraźnie odróżniała się od reszty otoczenia, więc szedł nią pewnie wchodząc w zagajnik. Szedł tak jakiś czas pomiędzy drzewami aż zaczęły się przerzedzać i wyszedł na bardziej otwartą przestrzeń. Ścieżka prowadziła dalej, odcinając się od soczyście zielonej trawy. Powietrze zrobiło się rześkie, a słońce przyjemnie grzało. Podróżnik zaczął więc iść dalej, ufając, że w takich okolicznościach dojdzie do doliny jeszcze przed zachodem. Po obu stronach ścieżki rozpościerały się łąki, gdzieniegdzie w oddali małe drzewne zagajniki., z których było słychać śpiew ptaków. Podróżnik jednak postanowił trzymać się wyznaczonej trasy i nie zbaczać ze ścieżki. W oddali majaczyły malownicze wzgórza, a obłoki na niebie przebrały miły dla oka odcień. Szedł więc dalej, mimo że nie był pewny czy ścieżka faktycznie doprowadzi go do doliny. Wkrótce po obu stronach dróżki pojawiły się różnokolorowe kwiaty. Było już po południu, więc podróżnik przystanął na chwilę, by odpocząć i się pożywić. Wszystko wskazywało, że jest na dobrej drodze. Co prawda maszerował już od kilku godzin i odczuwał pewne zmęczenie, ale wszystko wskazywało na to, że niedługo dotrze do celu. Okolica stawała się bowiem coraz piękniejsza. Ruszył więc dalej obserwując z zachwytem widoki po obu stronach ścieżki. Wkrótce dotarł do niewielkiej rzeki, która przecinała mu drogę. Ścieżka jednak wyraźnie wchodziła w wodę, a po drugiej stronie można było dostrzec dalszy jej bieg. Podróżnik lekko zdezorientowany zatrzymał sie na chwilę zastanawiając się co dalej. Spoglądał tak na łagodny nurt rzeki, jak spokojnie przepływa migocząc odbitymi promieniami słońca. Stał tak urzeczony zapominając o kłopocie jaki ta przeszkoda mu sprawia, gdy nagle w zaroślach ujrzał schowaną łódkę przywiązaną do małego pala. Była pewnie specjalnie tu zostawiona dla podróżnych. Odwiązał ją więc, zepchnął na wodę i wskoczył do środka. Łagodny nurt tylko nieznacznie spychał go z wyznaczonego toru. Z odrobiną determinacji i wysiłku, wkrótce znalazł się zatem na drugim brzegu. Tam uwiązał łódkę i ruszył dalej. Nie mógł się jednak oprzeć urokowi okolicy przez, którą wędrował. Zaczął zauważać coraz to nowe gatunki kwiatów, których nigdy jeszcze nie widział. Po bokach ścieżki zaś pojawiły się zakwitłe na różne kolory drzewa. Ptaki swobodnie przelatywały nad jego głową – Musi być już niedaleko – pomyślał i ruszył dalej nie przestając jednak cieszyć się widokiem tych wszystkich niezwykłości, które napotkał. Ścieżka zaczęła prowadzić lekko pod górę. Dzień zbliżał się ku końcowi. Podróżnik pomyślał z niepokojem, że może nie zdążyć dotrzeć do doliny przed nocą, ale może to wzniesienie to już ostatni etap i za nim ujrzy dolinę.

Mimo dużego zmęczenia po niedługim czasie udało mu się wejść na wzniesienie, gdzie ujrzał mały dom z ogrodem i kręcących się wokół niego tubylców. Wyglądali, jakby właśnie skończyli swój dzień pracy. Pomyślał, że jeśli nawet nie dotrze do doliny, to owi ludzie być może go ugoszczą, a przynajmniej spyta ich o dalszą drogę. Podszedł do jednego z mężczyzn, który właśnie przysiadł na małej ławeczce przed domem. W trakcie swojego pobytu w kraju drugi z podróżników nauczył się dość dobrze tamtejszego języka, więc bez wahania zapytał, kłaniając się lekko przy tym:

– Witaj, czy możesz mi powiedzieć jak dojść do doliny Hua?
Tubylec ze zdziwieniem popatrzał na przybysza i odpowiedział:
– Pytasz o drogę do doliny? Przecież właśnie ją przeszedłeś.

Na te słowa podróżnik zaskoczony obrócił się za siebie. W dole rozpościerał się przepiękny widok na dolinę skąpaną w promieniach zachodzącego słońca. Widok był piękniejszy niż cokolwiek co udało mu się tego dnia zobaczyć.

***

– Mistrzu – zapytała jedna ze słuchaczek – jaki jest sens tej opowieści?
Mistrz spojrzał łagodnie w stronę pytającej i odpowiedział:
– Ktokolwiek robi krok między ciernie, doświadcza cierni. Ktokolwiek robi krok na udeptanej ścieżce doświadcza udeptanej ścieżki. Fałszywi asceci głoszą ból i cierpienie na drodze życia, na drodze do celów wieszczą wyrzeczenia. Ale ten kto zna swoją ścieżkę szczęścia od pierwszego kroku  stawia stopy na niej. Życie można przejść w trudzie i znoju upatrując celu i spełnienia na końcu drogi. Można też iść przez życie doświadczając jego piękna z każdym krokiem.. Oby każdy z was będąc u kresu swojej ścieżki życia, gdy zapyta zebranych wokół siebie: „I gdzie jest ta piękna dolina?”, otrzymał odpowiedź: „Właśnie ją przeszedłeś”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *