O słodkościach

Laura siedzi na łóżku w koncie pokoju owinięta kocem. Wchodzi Leonard z koszykiem w ręku.

LEONARD:
Witaj Lauro!

LAURA:
Ach to ty, znowu…

LEONARD:
Przyniosłem ci koszyk słodkości.

LAURA:
Widzę…

LEONARD:
Nie bądź taka obojętna, przecież lubisz moje słodkości.

LAURA:
Zjadłabym coś co syci, a nie tylko cukrzy w głowie. Głodna jestem. A ty znowu z tymi cukierkami.

LEONARD:
Oj tam Lauro, przecież tym też możesz się nasycić. Spróbuj.
Wyciąga z koszyka kolorowe, gustowne pudełeczko z cukierkami i kładzie je na stoliku.

LAURA:
Dobrze wiesz, że będę się potem czuć źle. Po co przyszedłeś?

LEONARD:
Żeby cię pocieszyć, dać ci trochę słodkości…

LAURA:
Nie. Po co? Zimno tu jest, napaliłbyś w kominku zamiast próbować mnie ocukrzyć. Jak zawsze…
Odwraca głowę lekceważąco.

LEONARD:
Ależ zaraz się tym zajmę. Tylko weź jednego cukierka. Na początek tego okrągłego, niebieskiego, co?

LAURA:
Z wahaniem spogląda na pudełko.
Lubię te niebieskie. Mają taki łagodny, kremowy smak, są jak obietnica. Nie wiem jak ty je robisz.

LEONARD:
Proszę, poczęstuj się.

LAURA:
Nie wiem.
Po chwili wahania.
Ok, ale napal w kominku.
Przesiada się na krzesło przy stoliku i sięga po cukierka i wkłada go do ust.

LEONARD:
Oczywiście, już się robi, ale weź drugiego, nie krępuj się.
Podchodzi do kominka i bierze się do rozpalania, Laura bierze drugi niebieski cukierek i zjada go.

LAURA:
Zostaniesz na dłużej?

LEONARD:
Jeśli tylko zechcesz, Cukierki smakują?

LAURA:
Dobre, ale naprawdę muszę zjeść coś konkretnego.

LEONARD:
Nie przejmuj się, przecież jeszcze zjesz. Widziałaś te granatowe, są trochę gorzkawe, ale smakują bardzo pastelowo.
Podchodzi do pudełka, wyciąga granatowy cukierek i podaje go Laurze.

LAURA:
No dobra, spróbuję, ale to już koniec. Miałeś rozpalić ogień.

LEONARD:
Tak, tak, ta podpałka strasznie słaba, drewno nie chce się zająć, ale dobra, jeszcze spróbuję.
Podchodzi do kominka i zaczyna w nim niedbale grzebać.

LAURA:
Faktycznie dobry ten granatowy, pastelowy…, chropowaty…, ale słodki… w sam raz po niebieskim. Przypomina lekkie muśnięcie, zapach bliskości…

LEONARD:
No mówiłem, że ci się humor poprawi, wież te podłużne fioletowe, zaskoczą cię.

LAURA:
Sięga po filetowy cukierek.
Ile jeszcze z tym kominkiem? Faktycznie ma taki intrygujący smak, jak połączenie migdałów i pomarańczy, rodzynek i kostek cukru, słodkie… Tak jakby dotknąć… w końcu się ukołysać.

LEONARD:
Ciężko z tym ogniem, ale tam jest jeszcze więcej kolorów, każdy inny. Spróbuj, będzie ci lepiej zanim się rozpali…

LAURA:
Już wystarczy, Nie będę się czuć dobrze. To tylko cukierki.

LEONARD:
Daj spokój, te czerwone są najlepsze. Przecież ci smakują. Weź, rozgrzewają.

LAURA:
Bierze czerwony cukierek w palce.
Jest taki przyjemny w dotyku. Gdzie to ciepło Leonard?

LEONARD:
Grzebiąc w kominku.
Poczekaj, zaraz sie rozgrzejesz.

LAURA:
Wkłada cukierek do ust.
Tak, tak… Słodko!

LEONARD:
Są z nadzieniem.

LAURA:
Czuje. Faktycznie, likier. Rozgrzewa. Iskrzy mi się w żyłach.
Bierze drugi czerwony cukierek i wkłada do ust. Potem trzeci… i czwarty…

LEONARD:
Widzisz, już ci lepiej.
Odchodzi od wciąż nierozpalonego kominka i siada obok Laury. Sięga po cukierka.
Weź tego kolorowego, dużego. Rozgrzej się w smaku.

LAURA:
Nie Leonard, to już koniec. Jest słodko, przyjemnie, rozgrzewająco, ale nie ciepło. Gdzie ciepło?

LEONARD:
Daj spokój, przecież to jest ciepłe. Prawda?
Zbliża cukierek do ust Laury.

LAURA:
Odsuwając nieznacznie usta od dłoni Leonarda.
Nie, nigdy mi nie jest ciepło Leonard. Dlaczego nie rozpaliłeś?

LEONARD:
Po co ci ogień w kominku? Przecież to jest takie ogniste, Lauro.
Dalej nęcąco podsuwa cukierka pod usta Laury.

LAURA:
Wpatrując się w cukierek.
Dlaczego cię słucham?

LEONARD:
Bo nie masz ciepła.

LAURA:
Tak… I co mam jeść cukierki za każdym razem, gdy mi zimno? Cukrzyć się, gdy jestem głodna?

LEONARD:
Skoro nie ma śniadania, a kominek nie da się rozpalić, to weź przynajmniej to.
Wkłada cukierka do ust Laury. Ta go rozgryza i ssie. Na jej twarzy ukazuje się chwilowa błogość, oczy skrzą.

LAURA:
Tak, tak… Smaczne, dobre, CIEPŁE!

LEONARD:
No! Mówiłem. Ale na mnie już czas.
Zbiera się do wyjścia.

LAURA:
Tylko nie znowu. Przyszedłeś i znikasz?!

LEONARD:
Przecież było ci Ciepło. Sama mówiłaś.

LAURA:
Kłamstwo! Sam wiesz, że to ułuda! Czemu to robisz!

LEONARD:
Przecież to ty sama, Lauro. Ja znikam.

LAURA:
Wynocha!
Leonard wychodzi. Laura zrzuca pudełko z cukierkami na ziemie i roztrzaskuje je. Cukierki rozsypują się po stoliku i podłodze. Zakrywa usta, chwyta się za brzuch. Na jej twarzy widać mdłości. Pospiesznie zrzuca koc i wychodzi za boczne drzwi. Słychać jak wymiotuje. Po czym wraca, siada na łóżku i znów owija się w koc, kuli się z zimna spuszczając głowę.

LAURA:
Do siebie.
Dlaczego? Dlaczego…? Znowu zimno…

Po chwili podnosi głowę i spogląda na parapet z małą doniczką. Powoli wstaje, bierze szklankę wody z szafki obok łóżka i podlewa pustą ziemię.

Zobacz także...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *