O pogodzie

O pogodzie

Ciemny pokój wypełniony staroświeckimi meblami, zza zamkniętych okien dobiega szum wiatru i odgłos kropli na parapecie. Pod ścianą rozpalony kominek dający nieco światła. Przy nim oparty Tomasz z tabakierą w ręku. Na środku pokoju okrągły stół przy którym siedzi Laura wpatrzona odblask płomieni na przeciwległej do kominka ścianie. Otwierają się drzwi i wchodzi Dr Ed.

DR ED.:
Zimno się robi, chłód, pada i dmie.

LAURA:
Dopiero piąta, a już ciemno. Dni ponure w listopadzie. Tęsknie za latem.

TOMASZ:
Nie mówisz chyba droga Lauro, że źle ci u nas.

LAURA:
Tego nie powiedziałam…

TOMASZ:
Niech cię ominie ta zimowa depresja. Proszę częstujcie się tabaką.
Podaje tabakierę Laurze i Dr Edowi, który właśnie usiadł przy stole.

LAURA:
Ja dziękuję.

DR ED.:
A ja z chęcią.
Bierze szczyptę tabaki i zażywa po czym siarczyście kicha.
Dobry rocznik. Mówisz Lauro, że kobiecie nie wypada.

LAURA:
Nie. Po prostu nie lubię tabaki.

TOMASZ:
Drogi Dredku, wiesz nie zwracam uwagi na takie rzeczy.

DR ED.
Tak… ale ziąb niesamowity na zewnątrz. Mówisz Lauro, że nie nastraja cię to pozytywnie, co?

LAURA:
Mało słońca ostatnio widuję. Od tygodnia sam chłód i wilgoć i do tego ciemne wieczory. Gdy jestem sama nie działa to na mnie dobrze.

TOMASZ:
Dzisiaj jesteś z nami i przyrzekam ci, nie musisz się spieszyć z powrotem.

LAURA:
Dziękuję. Przyzwyczaiłam się już, ale czasem bierze mnie nostalgia. Trzeba przeczekać.

DR ED.:
Tak, na zimę nic nie poradzisz, ale małe spotkanie z przyjaciółmi zawsze może poprawić ci humor.
Tu znowu częstuje się tabaką i kicha.

TOMASZ:
Na zdrowie. Widzę, że masz dziś dobry nastrój.

DR ED.:
Mi pogada nie straszna. W laboratorium nawet nie widzimy co się dzieje na zewnątrz..

LAURA:
Odkryliście coś nowego?

DR ED.:
My nie odkrywamy, my tylko eksperymentujemy. I to na dość lichym materiale musze rzec.

LAURA:
Dobrze, że nie na zwierzętach.

DR ED.:
Lauro, ty i twoja wrażliwość czasem mnie rozczulają, ale mimo to, nie zajmuję się żywymi istotami. Kawałek drewna i to wszystko. Al może być z tego niezły materiał. Może niedługo będziemy na tym siedzieć, a być może nawet z tego jeść.

TOMASZ:
A po dwóch latach nie będzie sprzętu w twoim domu, który by nie potrzebował właśnie tego, specyficznego i jakże użytecznego materiału.
Wszyscy wybuchają śmiechem.

LAURA:
A nie masz tam czegoś na poprawę pogody?

TOMASZ:
Daj spokój Lauro. Nawet gdy by miał musiał by to najpierw przetestować w swojej łazience.

DR ED.:
I tego nie mógł bym zrobić. Ciągle mam remont.

TOMASZ:
Jeszcze. A miało być tak szybko.

DR ED.:
Jedyny plus, że i tak cały dzień siedzę w laboratorium.

LAURA:
Ja jednak chciałabym coś na tą pogodę, może jak skończą ci w końcu ten remont to, coś zaaranżujesz.

DR ED:
Droga Lauro, choć meteorolog ze mnie mierny. Dla ciebie wszystko. Tomaszu podasz mi jeszcze tabaki.

TOMASZ:
Ależ oczywiście.
Podaje tabakierę Dr Edowi, który znów się zaciąga i kicha.

TOMASZ:
Na zdrowie. Zaleję wam herbaty.
Mówiąc to bierze dzbanek stojący na kominku i zalewa wodą trzy filiżanki stojące na stole po czym siada na krześle.

LAURA:
Co wy macie z tą tabaką?

DR ED.:
To nasz sposób na pogodę.

LAURA:
Żebym ja taki miała. A tu tylko deszcz i krople, krople i deszcz.

TOMASZ:
Co masz na myśli?

LAURA:
Nic. Taki nastój.

DR ED.:
Trzeba Ci go poprawić.

LAURA:
Nie wiem…

TOMASZ:
Zagrajmy w potrójne szachy!

DR ED.:
W scrabble albo jakiś quiz!

LAURA:
Chłopaki! Nie mam nastroju…

DR ED.:
Lauro, co się dzieje?

LAURA:
Nic.

TOMASZ:
Lauro, przecież nam możesz powiedzieć.

LAURA:
Pogoda.

DR ED.:
Eh…

TOMASZ:
Wstrzymując gestem Dr Eda.
Ok, co z tą pogodą?
Oboje z Dr Edem cichną i patrzą na Laurę.

LAURA:
Wzdycha i zaczyna wpatrywać się w filiżankę herbaty.

To tak… tak jakby wszystko zasnęło i nie mogło się obudzić. Szare chmury wiszą nad miastem jak moje myśli nad moim życiem. I podobnie jak z tych myśli, z chmur też leje się deszcz. Ulice mokną. Moknie też moje spojrzenie, w którym odbija się świat. Krople spadają, spływają po oknach. Zamazują widok. Zamazują moje spojrzenie. Patrzę przez nie i nie widzę. Nie mogę dostrzec już świata. A one głucho spadają na parapet. Głucho brzmią w mojej głowie. Tak jak moje uczucia…

Gdy poszłam dzisiaj na spacer i zobaczyłam liście bez drzew na ziemi, a w powietrzu gałęzie bez liści, poczułam jakby to ze mnie coś opadło. Najpierw pożółkło i zbrązowiało, zwiotczało i wystrzępiało. A potem już było w mokrym błocie na ziemi. Jakby to były wszystkie moje oczekiwania, które znów gdzieś uciekły ode mnie i utopiły się w kałuży. Cały mój zapał zwiądł jak one. Ile można wzrastać i nabierać kolorów, jeśli za każdym razem i tak się pożółknie i opadnie, z byle podmuchem. Tyle razy nasiąkałam optymizmem jak liście zielenią. Uczucia kwitły, a myśli były jasne jak bezchmurne niebo. Ale prędzej czy później pojawiają się chmury, to co rozkwitło, umiera…

I mgła. Ta gęsta mgła przez którą ledwo widać. Skrywa te miejsca, po których chodzę. I już ich nie rozpoznaje. Ten lekki szary puch sprawia, że nie widzę tego co przede mną. Znajomi ludzie nikną w nim. Moje rozeznanie, moją pewność są nim spowite…

Wstaje od stołu i podchodzi do okna patrząc przez szybę.

LAURA:
I z każdym dniem jest chłodniej i chłodniej. Krople deszczu coraz zimniejsze i niedługo zaczną zamarzać na chodnikach. Tak jak zamarzną moje doznania. Wyjechać? Oczywiście, że chciałabym wyjechać. Uciec stąd do kraju gdzie zawsze jest wiosna i nic nie umiera. Gdzie kwiaty kwitną, słońce świeci przez cały rok. A soczysta zieleń zawsze towarzyszy myślą i uczuciom. Ale o ile mogę zostawić te chmury nad miastem, tą mgłę na ulicach, deszcz na chodnikach i liście w błocie, tak swoje chmury myśli, mgłę nad doznaniami, deszcz wspomnień i uczucia zbrukane błotem, gdziekolwiek bym nie pojechała, zawsze przecież zabiorę ze sobą.

Moja wiosna nie przyjdzie więc z kwietniem i majem. Ale chciałabym ją jeszcze przeżyć, choć raz. Poczuć jak gleba mojego umysłu taje, trawa na niej ożywa, zza chmur wyłania się pierwszy promyk słońca. Wiem przecież, że każda zima się kończy. A wtedy pąki wychodzą na drzewach, słońce ogrzewa zmokłe ulice a mgła się rozwiewa. Wiem, że jeszcze tak mogę. Gdy już moje myśli się rozwieją, mgła opadnie z moich doznań, a uczucia znowu zakwitną jak najpiękniejsze kwiaty. Cała ziemia ożyje, a ja obok domu znajdę jej kawałek, na którym będę mogła zasiać radość. Radość, która zakwitnie wielokrotnie i da nasiona, które przetrwają chociażby następną srogą zimę. A zasiane znowu i znowu będą dawać plon. Muszę tylko znaleźć to pierwsze nasienie. Wtedy włożę je do doniczki i zatroszczę się o nie. Będę je pielęgnować aż nie wyda kwiatu, którego gdy przyjdzie słońce, przesadzę na odtajałą glebę. I z jego nasion stworze piękno, zachwycający ogród, który chociaż przez chwilę da mi wytchnienie i da plon na następne lata…

Odwraca się od okna i powoli, zmęczona podchodzi do łóżka w kącie pokoju i kładzie się na nim zamykając oczy. Tomasz i Dr Ed bez szelestnie jak duchy wychodzą drzwiami, pozostawiając pokój tak jakby nigdy ich tam nie było. Ogień przygasa i robi się ciemno. Czas płynie. Nagle rozlega się pukanie do drzwi. Laura zrywa się przerażona.

LAURA:
Kto tam?…

Zobacz także...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *